6
Kiedy zauważysz w kimś coś pięknego - powiedz mu to. Tobie zajmie to kilka sekund, a w nim może zostać do końca życia.
autor nieznany

Biała kartka, biały pył

Był grudniowy poranek. Szła ulicą przygnębiona. W ręce trzymała kartkę. Dzień był piękny, zimowy. Z nieba padał biały puch. Płatki magicznie spadały na ziemię. Powoli. Bez żadnego pośpiechu. Wykonując w powietrzu istne rewolucje. Pokaz dla oczu i duszy. Tańczyły w powietrzu jak baletnice. Słońce odbijało się od nich, sprawiając wrażenie, że ktoś z góry sypie brokatem. Wtem jedna śnieżynka spadła jej na policzek, a zaraz za nią kolejna i kolejna. Natychmiast się rozpuściły, pozostawiając po sobie tylko mokrą plamę, cudne wspomnienie. Wyciągnęła przed siebie dłoń, aby złapać trochę świeżego białego pyłu. Na jej rękawiczce „z jednym palcem” leżało teraz kilka lodowych małych arcydzieł. Przyjrzała im się uważnie. Każda była inna, niepowtarzalna. Po chwili jednak zaczęły się topić. Zniknęły. Jej oddech, jej ciepły oddech sprawił, że to co jeszcze przed chwilą było, co mogło stać się inspiracją dla artysty, po prostu znikło, nie ma. Szła dalej przed siebie rozglądając się dookoła. Obserwowała jak zmienia się miasto. Wygląda teraz tak czysto, tak pięknie. Lecz trzymana w dłoni biała kartka nie dawała o sobie zapomnieć. Mimo kilkustopniowego mrozu po prostu paliła w ręce. Natłok myśli był wręcz nie do zniesienia. Dlaczego? Jak to się mogło stać? Szła dalej przed siebie nie zerkając pod nogi. Jej buty pokryły się śniegiem. Słychać było ciche skrzypienie. Rozejrzała się i przeszła przez drogę. Weszła teraz na główną ulicę miasteczka. Panowie z wielkim zaangażowaniem wieszali świąteczne światła na latarniach. Lecz ona wcale nie czuła tego wyjątkowego nastroju. Wręcz przeciwnie. Chciała płakać. Czuła smutek, głęboki smutek prosto z serca. W jej oczach pojawiły się łzy. Mijała teraz lodowisko. Usłyszała muzykę. Ludzie jeździli, tańczyli, wygłupiali się. Byli szczęśliwi. Muzyka grała radośnie. Z głośników wydobywały się świąteczne dźwięki. Było słychać głośny śmiech i rozmowy. Nagle poczuła, jak po jej policzku spływa mokra kropla. Podniosła rękę i wytarła twarz. Wszyscy byli zajęci zabawą. Nikt nawet nie zwrócił uwagi na płaczącą dziewczynę. Nikt nie zapytał: Dlaczego jesteś smutna? Czy mogę Ci pomóc? Potrzebujesz rozmowy? Nawet nie wie jak długo tam stała. Może tylko kilka minut, a może godzinę. Uwielbiała jeździć na łyżwach, ale teraz nie miała na to ochoty. Wtem usłyszała cichą melodię dobiegającą z rynku. To hejnał. Dopiero południe, a ona miała wrażenie jakby minął cały dzień. Odwróciła się i powoli zaczęła iść dalej. Spuściła głowę. Patrzyła pod nogi, aby uniknąć spojrzeń ludzi. Nie chciała spotkać nikogo znajomego. Teraz, właśnie teraz chciała być sama. Sama ze swoimi problemami. Patrzyła jak śnieg rozsypuje się pod wpływem jej kroków. Było go coraz to więcej. Jakby ktoś tam na Górze zdecydował, że właśnie dzisiaj będzie piękny zimowy dzień. Taki, jaki tylko można sobie wymarzyć.

Doszła do domu. Przekręciła kluczyk w drzwiach. Na stoliku w przedpokoju położyła klucze i kartkę, tę kartkę, którą trzymała przez całą drogę, na którą nie chciała spojrzeć, która nie dawała jej spokoju. Zdjęła czapkę, kurtkę. Weszła do kuchni, przygotowała sobie herbatę. Tak lubiła siadać przy stole z książką i kubkiem gorącego napoju. Tym razem jednak było inaczej. Nalała wrzątek do kubka i bezmyślnie wgapiała się przez okno w ciągle padający śnieg. Co tym razem było nie tak? Całe miasto było przystrojone świątecznymi dekoracjami, światełkami. Lampki, bombki, stroiki były wszędzie, tylko nie u niej w domu. Nie zdążyła, a dziś nie miała ochoty na radosne dekorowanie mieszkania, mimo że zawsze sprawiało jej to wielką radość. Wreszcie nadeszła noc. Ta spokojna noc, kiedy człowiek sam pozostaje ze swoimi myślami. Tak, płakała do poduszki. Pierwszy raz w życiu nie wiedziała co zrobić, jak się zachować. Chciałaby się obudzić z tego złego snu i stwierdzić, że to był tylko nocny koszmar. Jednak tak się nie stało. Wstała rano. Przed siódmą. Jak zwykle o tej porze obudzili ją sąsiedzi. Idąc do łazienki natknęła się w korytarzu na mały stolik. Leżała na nim kartka. Czyli to jednak nie był sen. To się dzieje naprawdę. Umyła się i usiadła przy stole do śniadania. Usłyszała dźwięk przychodzącego sms-a. Przyjaciółka przypominała o spotkaniu. Zapomniała. Nie. Nie chciała się dziś z nikim widzieć. Odpisała tylko, że nie może, przeziębiła się i musi zostać w łóżku. Na szczęście to wystarczyło. Otrzymała tylko odpowiedź z życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia. Podziękowała i odruchowo dodała do wiadomości uśmiechniętą buźkę. Ubrała się. Nie miała ochoty na robienie makijażu. Włożyła buty, kurtkę, czapkę i sięgnęła po klucze w kierunku stolika. Zerknęła na kartkę i w jej oczach znowu pojawiły się łzy. Zanim wyszła naciągnęła czapkę mocniej na oczy.

Przed domem spotkała sąsiadkę. Kiwnęła głową i szybko odeszła. Miasto było pięknie pokryte białym puchem. Czekała na takie zimowe dni, ale tym razem nie sprawiały jej radości. Ludzie odśnieżali, spieszyli się do pracy. Niektórych ogarnęła już świąteczna gorączka. Wszyscy byli zajęci sobą tak bardzo, że nawet nie zwrócili uwagi na płaczącą dziewczynę. Witryny sklepowe były przystrojone bożonarodzeniowymi drobiazgami, coraz dziwniejszymi. Nawet na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech, kiedy zobaczyła tańczące wśród powykrzywianych choinek renifery i latającego nad tym wszystkim Mikołaja. Nie zatrzymała się jednak zbyt długo. Może dlatego, że powstał tłumek gapiów, a dzieci błagały mamy, żeby zostać choć jeszcze chwilkę. Poszła do parku. Strzepnęła z ławki dość grubą warstwę puchu i usiadła. Poczuła nieprzyjemny chłód, ale właściwie jej nie przeszkadzał, tak bardzo była zamknięta w świecie swoich myśli. Nagle podeszła do niej mała dziewczynka i powiedziała sepleniąc się: „Dlacego płaces? Nie płac. Jest tak pięknie. Spadł śnieg. ”. Tak ją to zaskoczyło, że nie była w stanie wydusić żadnego słowa. Dziewczynka jednak nie czekała na odpowiedź, zawołana przez matkę szybko odeszła. Kobieta wyrwana z zamyślenia wstała i ruszyła przed siebie. Nie mogła zapomnieć o poprzednim dniu i leżącej w przedpokoju kartce. „Jedna mała karteczka, a tyle problemów” - pomyślała.

Po kilku dniach, kiedy tak tkwiła w tym swoim marazmie usłyszała dzwonek, znajomą melodyjkę. Zaczęła szukać telefonu, ale nigdzie nie mogła go znaleźć. Nie potrzebowała go przez ostatnich kilka dni. Jest. „Skąd on się wziął pod łóżkiem?” – pomyślała, ale nie było czasu na odpowiedź. Szybko odebrała. „Halo?” – usłyszała w słuchawce. „Dzwonimy z przychodni. Proszę pani w laboratorium powstała pomyłka, źle odczytano pewne dane. Proszę jeszcze raz przyjść na badania. Jak najszybciej. Najlepiej dzisiaj. … Halo? Jest tam pani?”. „Tak – powiedziała cicho – będę.”. Rozłączyła się. Jak to? Czyli jest jeszcze jakaś nadzieja? Nie, nie chciała się cieszyć przedwcześnie. Wiedziała, że trudniej będzie jej jeszcze raz znieść złą wiadomość. Wolała jeszcze poczekać, niż później się rozczarować. Ubierając się, zerknęła jeszcze na kalendarz. Był 23 grudnia. Szła znowu przez miasteczko bez żadnych emocji. Nie czuła nic. Ani smutku, ani radości. Chciała ominąć sprzedawców choinek, którzy ustawili się na chodniku. Nie lubiła się przeciskać. Zeszła na parking. I nagle… straciła równowagę. Chciała się podeprzeć, lecz poczuła ból w barku. Upadła. Szybko podniosła się, mając nadzieję, że nikt nie zauważył jej dziwnych akrobacji. Ostrożnie przeszła za samochodami. Ból nie był silny. „To chyba nic poważnego. Zaraz przejdzie”. Weszła do przychodni. Pani pielęgniarka uśmiechnęła się do niej najszerzej jak chyba tylko potrafiła i zaprosiła do gabinetu. Nie chciała czekać na wyniki w przychodni. Nie lubiła tam siedzieć i słuchać o różnych chorobach. Poprosiła panią pielęgniarkę, która znów obdarzyła ją szerokim uśmiechem eksponującym całe uzębienie, by do niej zadzwoniła. Na szczęście nie było z tym żadnego problemu. Znów szła przez miasto. Skręciła do parku, by nie widzieć tych wszystkich świecidełek. Wszystko było bez emocji. Nie czuła nic. Nie myślała o niczym. Nie wie, ile czasu spędziła chodząc w kółko. Zadzwonił telefon. Szybko poszła do przychodni. Odebrała znowu białą karteczkę. Gdy wychodziła usłyszała na pożegnanie: „Wesołych Świąt!”.

A więc jednak. Otworzyła drzwi. Poczuła delikatne, chłodne powietrze na twarzy. Była szczęśliwa. Chciała skakać z radości. Chciała rzucić się i wycałować każdego mijanego przechodnia. Nie zrobiła tego, ale tylko ze względu na zachowanie pozorów normalności. Wtedy zobaczyła stojącego przy ścianie budynku zziębniętego żebraka. Stanęła tuż przed nim. Wyciągnął do niej drżącą rękę z małym zniszczonym plastikowym kubeczkiem. „Może chociaż kilka groszy na bułkę? – rzekł niepewnie. „Nie!” - krzyknęła może trochę zbyt głośno, gdyż ludzie zaczęli się na nią patrzeć. Mężczyzna zawstydził się. „Zapraszam Pana na obiad i ciepłą herbatkę, albo czekoladę. Na co ma Pan dziś ochotę?” Mężczyzna spojrzał na nią niepewnie. Ruszyli razem. Po drodze nakarmili jeszcze małego bezpańskiego pieska. Rozmawiało im się dobrze. Tak dobrze, że umówili się na kolejne spotkanie. Gdy weszła do domu, natychmiast rzuciła się na pudełko ze świątecznymi skarbami. Pragnęła świąt. Chciała ich tak bardzo jak nigdy wcześniej. Chciała ich nie tylko oczami, ale również… sercem. Przede wszystkim sercem.

Nagle wszystko się zatrzymało, jakby zostało zamrożone. Na chwilę świat się obrócił, by znów powrócić do „normalnego” położenia. Z nieba zaczął spadać brokat. Brokat? Małe rączki odstawiły śnieżną kulę na półkę. A więc to wszystko nieprawda? Tak. To historia wymyślona na potrzeby literackie. Ale brzmi prawdopodobnie. To po co to wszystko? Po to by odnaleźć ducha świąt. Zatem potrzebny nam morał. Małe rączki szukały radości w zabawie śnieżną kulą. Była to iluzja istoty świąt. Nie tylko świąteczne stroiki są ważne. Ludzie są tak zajęci przygotowaniem ozdób, potraw, że nie zauważają drugiego człowieka. Szukają Świąt oczami. Otwórzmy serca. Głodnych nakarmmy. Samotnych odwiedźmy. Smutnych pocieszmy. Zziębniętych ogrzejmy. Wesołych świąt!

Anna Wawer
Miłośniczka górskich wędrówek, mandarynek i malin w każdej ilości oraz cynamonu pod każdą postacią. Uwielbia fotografię, choć z robieniem zdjęć ostatnio jej nie po drodze. Marzy o zobaczeniu zorzy polarnej.