21
Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.
Mały Książę, Antoine de Saint-Exupéry

W magicznej krainie

Jest jesienny wieczór, niezbyt późno. Cisza i spokój. Słyszę tylko szum przejeżdżających aut i tramwajów. Nawet sąsiedzi są wyjątkowo cicho. Jestem zmęczona, baaardzo zmęczona i prawie zasypiam, ale jest zbyt wcześnie, by położyć się spać. Wiem, że dziś zrobiłam dużo i więcej nie dam rady. Odkładam więc pracę, nic na siłę i tak z tego nic nie będzie. Sięgam po książkę i czytam rozdział. Zmuszam się jednak, by skupić uwagę na treści, a nie dać odpłynąć myślom, by w końcu zamieniły się w senne iluzje. Czytam o poczuciu krzywdy i winy. Gdy kończę, rozciągam się na łóżku i daję sobie czas. Czas na przepływ myśli. Na zrozumienie przeczytanych słów. Na ukształtowanie swoich poglądów. I wtedy, o ironio, zaczynam myśleć o prezentach, o których słyszę z każdej strony. Są w reklamach, rozmawiają o nich ludzie w tramwaju. wylewają się z komputera, a galeria ledwo mieści tłumy kupujących. Dziwnymi ścieżkami te moje skojarzenia chodzą. A zdumienie dopadło mnie, gdy zrozumiałam, jak bardzo te odległe tematy się łączą. Ale może zacznijmy od początku.

Opowiem Wam pewną historię, która zdarzyła się dawno temu, a może nie tak całkiem dawno, a nawet zupełnie niedawno. Rzecz się działa w magicznej krainie, a ta magia polegała na wyjątkowym pięknie, które roztaczało się wokół, jakiego nie można było spotkać nigdzie indziej i które wzbudzało zachwyt na każdym kroku. Przynajmniej tak twierdzili jej mieszkańcy, czyli to mogło być wszędzie. Mieszkał tam pewien Teddy, który był bardzo szanowanym obywatelem tamtejszej społeczności. Na dodatek był również przemiłą istotą, w której każdy mógł znaleźć oparcie i pocieszenie. W kwestii pozbywania się smutku i otarcia łez Teddy był niezawodny. Każdy z nas by chciał znać takiego Teddy’ego. Mieszkańcy tej krainy żyli długo. Nawet bardzo długo. I szczęśliwie? No prawie. Do ich krainy przyjeżdżał raz na jakiś czas ktoś z zewnątrz, oglądał miejscowych i wybierał sobie tego, który najbardziej mu się podobał. Płacił nadzorcy społeczności i zabierał takiego Teddy’ego lub któregoś z jego znajomych ze sobą, do swojego domu. Pewnie pomyślałeś, że to okrutne, ale to nie tak. Mieszkańcy tej magicznej krainy byli z tym oswojeni, była to naturalna kolej rzeczy, tak jak dla nas opuszczanie rodzinnego gniazda. Z ciekawością opowiadali sobie o różnych przygodach z tym związanych. Krążyły nawet legendy, bo tak to już bywa z historiami przekazywanymi ustanie. Z biegiem czasu i z kolejnym powtórzeniem są one ubarwiane, aż stają się tak kolorowe, że nikt w nie nie wierzy, ale każdy lubi słuchać.

Ale wróćmy do opowieści. Zwyczaj „kupowania” istot z magicznej krainy nie był niczym złym. Zależy, co działo się dalej. Jedni trafiali do domów wręcz idealnych. Pełnych miłości, radości, uśmiechu, gdzie byli towarzyszami zabaw i stróżami snów. Inni znowu musieli spełniać rolę ocieraczy łez i pocieszycieli, ale też się w tej roli spełniali świetnie. Byli potrzebni i kochani. Nieważne, gdzie trafili, zawsze witała ich szczera radość. Jednak takie historie Teddy znał z opowieści najstarszych mieszkańców społeczności, którzy pamiętali tak odległe czasy, że nam się one nawet nie śnią. Jednak lata biegły, wszystko się zmieniało. Dla mieszkańców magicznej krainy nastały trudne czasy. Coraz rzadziej ktoś z zewnątrz odwiedzał ich świat, żeby zabrać ich do siebie. Wbrew naszym myślom i zwyczajom, było im to naprawdę potrzebne, stanowiło sens ich istnienia. Kiedy już jednak ktoś się zjawił, wcale nie było tak pięknie. Teddy’ego i jego przyjaciół już nie czekała taka radość jak kiedyś. zazwyczaj stanowili chwilową „zabawkę” i lądowali w kącie pomiędzy… wieloma innymi zabawkami. Co wtedy czuli? Kompletnie nic. Na szczęście. Tak, Teddy był pluszowym misiem, a magiczna kraina to sklep z zabawkami. Prawda, że wyjątkowo magiczne miejsce?

Pamiętacie swoje pluszowe zabawki z dzieciństwa? Swojego misia, bez którego nie mogliście zasnąć? To, jakie przygody z nimi przeżywaliście i jakie wspaniałe wspomnienia z nimi pozostały? A teraz… teraz słyszy się często, że dzieci są niezadowolone z prezentu, jeśli nie jest to wymarzona olbrzymia i kolorowa zabawka, która powtarza się w każdym bloku reklamowym. Teraz dzieci dostając inny niż upragniony prezent mają poczucie krzywdy, że inne dzieci to dostaną, a one nie. A dorośli czują winę z tego smutku, jeśli nie mogą spełnić oczekiwań najmłodszych. Ale sami ich tego nauczyli. Prezenty są fajne, te wymarzone jeszcze fajniejsze, ale może warto nauczyć maluchy, że trzeba się radować z każdego podarku, że nie sama rzecz jest ważna, tylko czyjś wysiłek, czas, myśl o nas, która towarzyszy wyborowi prezentu? Może warto im opowiedzieć o Waszych zabawkach z dzieciństwa? Będzie to z korzyścią dla planety, dla portfela, dla zszarganych nerwów… Ale nie dotyczy to tylko dzieci… Może warto znieść z tego świątecznego zwyczaju ciężar złych emocji, ciężar poczucia krzywdy i winy?

A czemu w ogóle o tym piszę? Bo mnie to w ogóle nie dotyczy! Bo ja tego naprawdę nie rozumiem. Tego utyskiwania na złe prezenty. Rozumiem, że czasem prezent może kogoś urazić, ale pomijając te aspekty naprawdę musimy tak narzekać? Dostaliśmy prezent. Super, nie? Przecież skarpetki są świetne. Miło jest założyć takie kolorowe, radosne, poprawiające humor od samego początku dnia. A te w świąteczne wzorki? Idealnie wpasują się w klimat Świąt i będą stanowić wyjątkowy element stylizacji, zaś później schowane w butach będą przypominać nam o tym radosnym czasie. Dziś przeczytałam jak jakaś pani narzekała, że dostała kiedyś… rajstopy. Kobieto, oddaj mi je! Dla mnie to prezent idealny, bo nie-na-wi-dzę kupować rajstop, więc ten prezent jest podarowaniem spokoju, ograniczeniem nielubianej czynności. Czy zastanawialiście się kiedyś, że ktoś dając nam coś ma tak samo jak ja z rajstopami i chce nam oszczędzić tak dramatycznych według niego przeżyć? Przecież to wtedy najlepszy prezent! Myśleliście kiedyś w ten sposób?

To teraz morał. Pewnie się dziwicie, że teraz, bo równie dobrze można by znaleźć morał w poprzednim akapicie i na nim skończyć ten tekst.. Ale teraz ten ważniejszy – schowajcie te wszystkie cudowne prezentowniki… w buty (albo skarpety, ewentualnie w rajstopy) i idźcie cieszyć się obecnością bliskich. Prezenty są super, ale jeszcze lepsza jest świadomość, że ktoś o nas pomyślał.

I na koniec jeszcze chciałam uzupełnić tę opowieść o coś najważniejszego. Zwierzak to wspaniały prezent, ale… tylko taki, który możemy sobie sprawić SAMI. Nie kupuj, jeśli sam nie będziesz mógł się nim zaopiekować w przypadku, gdy podarunek zostanie odrzucony. To żywe stworzenie i poważna decyzja. Taki uroczy piesek czy kotek to stworzenie mające uczucia, w przeciwieństwie do Teddy’ego, który dzielnie wytrzyma, jeśli zostanie odrzucony w kąt. A co my ludzie robimy z takimi uczuciami? Ta miłość, którą od zwierzaka można dostać, ta radość w ogonku i odcisk łapek na… sercu nie pozwoliły mi pominąć tej kwestii. Nie zapominajcie o swoich zwierzakach w Święta. Niech świętują z Wami.

Dla właścicieli piesków – rozmerdanych Świąt! Dla właścicieli kotów – rozmruczanych Świąt! A dla wszystkich – wesołych i pięknych Świąt!

Anna Wawer
Miłośniczka górskich wędrówek, mandarynek i malin w każdej ilości oraz cynamonu pod każdą postacią. Uwielbia fotografię, choć z robieniem zdjęć ostatnio jej nie po drodze. Marzy o zobaczeniu zorzy polarnej.