2
Niech wschodzące słońce będzie przykładem dla Ciebie, by każdego dnia, bez względu na emocje nieba, wschodzić i świecić swoim blaskiem.
A. Ras Menet

Papierowa miłość

Dzień był szary, pochmurny, ponury. Liście już dawno opadły z drzew, więc nic nie ubarwiało już rzeczywistości. Szła ulicami miasta, które wydawało jej się smutne. Mijali ją ludzie, którzy wręcz biegli przed siebie. Byli otuleni szalikami lub mieli głowy skryte w kapturach tak, że trudno było rozpoznać twarze, ale można było bez trudu określić, że byli w złym humorze, który wręcz promieniował wokół nich. Spojrzała przed siebie i zobaczyła starszych ludzi. Pan wysoki, pani zdecydowanie niższa, oboje pokryci siwizną i mocno doświadczeni życiem. Poruszali się z trudem. Trzymając się za ręce szli niespiesznie. Zachwycił ją ten widok, dodając otuchy na resztę dnia.

Wyszła zza zakrętu, gdy nagle dostała prosto w twarz mocnym podmuchem wiatru, aż obróciła się w stronę budynku. Teraz przyglądał jej się przez szybę Mikołaj. Przechylał głowę to w lewo, to w prawo i tak bez końca, a blasku całej scenie dodawały migające na choince, pokrytej watą zamiast śniegiem, lampki. Zaśmiała się na ten widok, choć pierwsza myśl, jaka jej przyszła do głowy, była zupełnie odmienna i mogłaby być sceną z najnowszego horroru. Wiatr nie ustawał. Naciągnęła więc czapkę na uszy, mocniej zawinęła szalik i ruszyła szybkim krokiem. Minęła jeszcze „pana –renifera” rozdającego ulotki i śnieżnego aniołka, który proponował najnowsze i najbardziej opłacalne promocje, nim weszła do swojej ulubionej kawiarni.

Zamówiła aromatyczną herbatę w zimowej odsłonie, nie wiedząc, czy bardziej chce się rozgrzać, czy ukryć przed tym zgiełkiem panującym na zewnątrz, spowodowanym „świątecznym szaleństwem”. Znajomi już od jakiegoś czasu rozmawiali tylko o tym, jaki prezent wybrać i gdzie go znaleźć w najlepszej cenie, a koledzy w pracy prześcigali się, kto znajdzie ciekawszą wersję świątecznego hitu. Czuła, że to wszystko ją męczy. Bała się, że ta panująca wokół „przedświąteczna gorączka” przysłoni blask świąt i zabierze radość. Usiadła w kącie na samym końcu sali. Rozejrzała się. Panował tu błogi spokój, może dlatego, że było mało osób. Ucieszyła się, bo tego właśnie potrzebowała.

Zobaczyła też małego chłopca, który bawił się serwetką, zwijał ją, zgniatał. Obok niego siedziała kobieta elegancko ubrana z pięknymi długimi włosami , która rozmawiała przez telefon, skupiając na tym całą swoją uwagę. Nagle chłopczyk podniósł zwiniętą w dziwny kształt serwetkę i skierował ją w kierunku kobiety, mówiąc „Mamusiu! Zobac, zlobiłem dla ciebie łabędzia!”. Kobieta z telefonem nadal nie zwracała na niego uwagi, a próbując ręką dać mu znak, żeby jej nie przeszkadzał, trąciła serwetkowego łabędzia, który upadł na podłogę… prosto pod nogi idącego z tacą kelnera. Katastrofa była nieunikniona. Chłopczyk zaczął płakać, a kobieta nie przerywając rozmowy i nie rozumiejąc dlaczego dziecko płacze, próbowała je uciszyć. Jednak to nie było takie proste. Uczucia tego młodego człowieka, zmaterializowane w postaci papierowej kulki-łabędzia, zostały najpierw odrzucone, a później (choć nie specjalnie) zdeptane.

ONA patrzyła na tę scenę i zrobiło jej się żal chłopca. Złapała ze stołu serwetkę, podeszła do tego młodego człowieka i poprosiła, by zrobił też dla niej coś z serwetki. Chłopczyk otworzył buzię ze zdziwienia, uśmiechnął się delikatnie, ocierając rękawem zapłakaną buzię i pociągając nosem zabrał się za zwijanie kolejnego łabędzia. Kobieta rozmawiająca przez telefon, zdziwiona całą sceną, rozłączyła się i z podziwem zaczęła obserwować skupionego na swej „pracy” malca. Chwilę później powstał kolejny „kulkołabędź”, a na twarzy chłopca zagościł uśmiech dumy. Spojrzał na swoje dzieło, kiwnął głową z uznaniem i wręczył je tej „dziwnej pani”, mówiąc: „Plosę, to dla Ciebie! A co z nim zlobis?”. „Podaruję komuś ważnemu i opowiem mu o Tobie – małym artyście” – odpowiedziała. Chłopczyk uśmiechnął się szeroko i spojrzał na mamę z dumą. Ta utuliła dziecko i poprosiła, czy dla niej zrobiłby jeszcze jednego. Widać było tę radość, jaka pojawiła się w chłopcu. Zrobił. Zrobił nawet dwa. Jednego nadmiarowego zostawił na stoliku w kawiarni. Kelner, sprzątając stolik, uśmiechnął się delikatnie, wziął delikatnie to małe dzieło i postawił na półce między dekoracjami.

Dopijając herbatę zdała sobie sprawę, że w świętach dla niej najważniejsza jest miłość i ludzie. A gdy wyszła z kawiarni, przez chmury przebijało słońce. A zza jej pleców wyleciało stado białych papierowych łabędzi, które wzbiło się wysoko w powietrze, bardzo wysoko, zamieniając się w srebrzące na niebie gwiazdy, które mrugały do ludzi, próbując im przypomnieć, że w życiu liczą się ludzie…

Anna Wawer
Miłośniczka górskich wędrówek, mandarynek i malin w każdej ilości oraz cynamonu pod każdą postacią. Uwielbia fotografię, choć z robieniem zdjęć ostatnio jej nie po drodze. Marzy o zobaczeniu zorzy polarnej.