17
Każdy ma swoje miejsce ulubione w dzieciństwie. To jest ojczyzna duszy.
Stefan Żeromski

Nostalgia za niezwykłością

Święta dziś często przemijają szybko i w pośpiechu, stanowiąc krótką przerwę w galopującej codzienności i festiwal zakupów dla handlowców w galeriach i supermarketów. Kilka dni wytchnienia, rodzinnych spotkań i prezentów.

35-40 lat temu, w latach ’80 na Święta czekało się cały rok. Była to jedyna szansa na posmakowanie wyjątkowych smaków pomarańczy lub bananów, i czekania na prezenty, których przez cały rok nie sposób było kupić. Pamiętam jak po powrocie ze szkoły wyczułem zapach pomarańczy w domu… nos zaprowadził mnie wprost do skrytki za włóczkami Mamy – były tam! 6 pomarańczy, pachnących, z dziurkowaną mocną skórką… Nie odważyłem się skosztować, ale tym bardziej nie mogłem się doczekać Świąt, żeby zjeść te rarytasy! Obok pomarańczy nierozważna Rodzicielka schowała zestaw „Młody Elektronik” ze Składnicy Harcerskiej, o który zatruwałem Jej życie od września. Tego również nie ruszyłem, a wyobraźnia podsuwała mi, ile będę miał radochy z budowania zamka cyfrowego do mojego pokoju.

W tych trudnych czasach w sklepach nie było prawie nic, a jak już coś było, to było drogo. Święta to była również jedna z niewielu okazji zjedzenia słodyczy w ilościach napawających szczęściem i spełnieniem dziecięce żołądki. Szczytem marzeń był resorak z Pewexu za 1 dolara lub dwa. Na upatrzone wymarzone sprzęty w sklepie chodziło się patrzeć tygodniami, wzdychając o cud, żeby rodzice wysupłali pieniądze. Najwytrwalsi odkładali pieniądze zdobyte podczas Śmigusa za polewanie perfumami dorosłych, aż pojawił się towar godny rozbicia świnki skarbonki. Jak niewiele wówczas było trzeba, by wywołać rumieńce zachwytu u obdarowanego dziecka.

I co ja mam w tym roku kupić moim dzieciom lat 10 i 14? Dziś już listy do Mikołaja mało kto pisze, ale na szczęście wiem, co je kręci… tylko czy to będzie wystarczająco niezwykłe? Wszędy dziś pełno wszystkiego. ;)

Najbardziej niezwykłe wciąż pozostaje to, że ludzie przez te kilka dni są dla siebie milsi i radośniejsi – oby zawsze tak pozostało. Może kiedyś nauczymy się rozciągać ów świąteczny nastrój na resztę roku – świat byłby dużo lepszym miejscem.

Rafał Wawer
Profesor w Instytucie Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach, zajmujący się ochroną gleb i cyfryzacją rolnictwa. Prywatnie miłośnik przyrody, pasjonat fotografii, kowalstwa, ciesielstwa, strzelectwa i polskich tradycji. Sekretarz Towarzystwa Sztuk i Rzemiosł Dawnych.