13
- Nie możesz jej tego dać! - wrzasnęła. - To niebezpieczne.
- TO MIECZ – zauważył Wiedźmikołaj. – ONE NIE MAJĄ BYĆ BEZPIECZNE.
- Przecież to dziecko! – krzyknął Crumley.
- ZABAWKA JEST KSZTAŁCĄCA.
- A jeśli się skaleczy?
- BĘDZIE TO WAŻNĄ LEKCJĄ.

Wiedźmikołaj, Terry Pratchett

O „PARADOKSIE PREZENTU” SŁÓW KILKA ORAZ JAK Z NIEGO WYBRNĄĆ
JEŚLI SIĘ W OGÓLE DA

Ok, do samych świąt Bożego Narodzenia, tak pi razy drzwi, został nam jakiś tydzień i na ten moment jestem prawie całkowicie przekonana, że około 85% ludzi czytających ten tekst, nie ma jeszcze wybranych ewentualnych prezentów dla swoich najbliższych. Zgadłam? No pewnie, że zgadłam! Bo ja też jestem absolutnie w tej samej, patowej sytuacji, kiedy z jednej strony mam taki kocioł obowiązków, że nie bardzo nawet mam czas wyprać własne skarpetki z reniferem Rudolfem, a z drugiej strony czuję na karku oddech sapiącej, coraz głośniej tupiącej nóżką – ZMORY ZAKUPÓW ŚWIĄTECZNYCH. O tak, skąd my to znamy. Na początku mała, nie zwracamy na nią zbytniej uwagi, ale na ten moment powiem Wam, że ma już całkiem pokaźny rozmiar.

No więc dobra, myślimy sobie, bierzemy głęboki wdech, wchodzimy, a to do galerii czy to logujemy się na laptopa, oczywiście wcześniej znalazłszy wiadro wolnego czasu, odwracamy się, aby spojrzeć zmorze w oczy, tylko zamiast jej odburknąć „Ha! I co? Już mam prezent!” to wtedy następuje... paraliż. Patrzymy się na zmorę, a w głowie mamy pustkę. Ale jak to pustkę? Przecież przez cały rok już nagromadziliśmy TYLE pomysłów na prezenty. Nie raz przecież słyszeliśmy teksty w stylu „Mógłbym mieć coś takiego” albo „Kurczę, fajne to”, a teraz co? No nic! Pustka. I tę właśnie pustkę nazwałam sobie jakiś czas temu owym PARADOKSEM PREZENTU.

Czyli podsumowując – znacie kogoś super, a nawet jak nie super, to powiedzmy na tyle, że powinniście „na luzie” coś wymyślić, a tu nagle PUF i pomysłu żadnego. To się tyczy w sumie nie tylko świąt Bożego Narodzenia, ale też urodzin, rocznic, generalnie przeróżnych okazji kiedy chcemy coś komuś podarować, lecz nagle spotykamy się w głowie z pustą ścianą, na której jeszcze przed chwilą wisiała galeria pomysłów. Ostatecznie kończymy spędzając zdecydowanie za dużo czasu, więcej niż sobie na to pierwotnie założyliśmy, przeszukując dziesiątki stoisk i sklepów, tych internetowych również. A przecież czas to cenny zasób! A pierogi się same nie ulepią, choinka sama się nie ubierze i tak dalej.

Czy jest na to metoda? Jak się uchronić? A jeśli nie udało się uchronić i już odczuwam oddech zmory albo paradoks prezentu to jak z tym walczyć? Spokojnie, podzielę się z Wami moimi pewnymi sposobami :)

  • NOTATNICZEK

    Zrobiłam sobie w telefonie (można też w zeszycie-forma dowolna), w notatniku zakładkę z napisem „prezenty” i jak tylko podczas jakiejkolwiek rozmowy w ciągu roku ktoś mi zarzuci jakimś tekstem, że mu się coś podoba, to zapisuję od razu albo nawet jak samej mi coś wskoczy w te zwoje mózgowe tak po prostu, to też tam wpisuję. I tak mi się tworzy już jakaś „baza danych”. Nawet jak żadnego nie wykorzystam to przeglądam sobie i tematycznie może coś mi wpadnie do głowy, zazwyczaj tak się dzieje. Ale dobra, został nam tydzień do świąt, na notatniczek już nie ma czasu i co teraz? Patrz na dół:

  • TELEFON DO PRZYJACIELA

    To robimy najczęściej i bardzo dobrze! Pomoc innych osób jest zawsze miła i często też nam uświadamia co ktoś lubi, a co nie. Tak więc jak nas spotka pustka w głowie to dzwońmy! Ale co się dzieje gdy telefon nam padł, kartę SIM zjadł nam pies, a my potrzebujemy pomysłu na już? Patrz dalej:

  • COŚ DOBREGO DO BRZUSZKA ZAWSZE ZDZIAŁA CUDA

    To takie proste, a tak wielu ludzi zapomina jak bardzo to sprawia radość – JEDZONKO! Nie oszukujmy się, większość z nas to miłośnicy czekolady, wszelkiej maści słodyczy, Ci pełnoletni może dobrego trunku, zapracowani - dobrej kawusi czy herbatki, a może ktoś od dawna nie jadł pysznego domowego ciasta? Na przykład – co roku głowimy się u mnie w rodzinie co dać dziadkowi, a przecież znamy odpowiedź już od wielu lat – czekolada mleczna z orzechami. I uwierzcie mi, żadne kapcie czy koszule nie sprawiły mu jeszcze więcej radości niż właśnie owa czekolada w przeróżnej formie dawana w prezencie. Tutaj też możemy poszaleć – nietuzinkowe formy świąteczne, może sami serio pokusimy się o zrobienie czegoś fajnego dla jakiejś osoby. Co do trunków – ja wolę odpuścić sobie zazwyczaj wino na rzecz czegoś innego jak piwa craftowe czy regionalne nalewki (też robione są super), można je bardzo fajnie i twórczo zapakować. Na święta są też dostępne aromatyczne mieszkanki herbat i kaw w sklepach specjalistycznych, których ostatnimi laty jest bardzo dużo. Do tego może jakiś czajniczek, kubek i tak dalej. Ale co jeśli dana osoba ma alergie albo, o zgrozo, nie lubi jeść? Nie no, bądźmy realistami, ale jeśli jednak? Patrz punkty niżej:

  • PRZEŻYCIE

    Prezenty nie muszą być przecież materialne, nie? Tutaj zainspirował mnie jakiś czas temu podróżnik Tomek Michniewicz, którego miałam okazję posłuchać podczas jego szkolenia w Krakowie (absolutnie polecam przeczytać którąś z jego książek). Sama moja obecność na tym szkoleniu była też właśnie takim prezentem – przeżyciem. Opowiadał nam na szkoleniu jak to ustalili z rodziną, że na święta nie kupują sobie rzeczy tylko organizują „przeżycia”. Na przykład lot na paralotni, wycieczka w dziwne miejsca, wyjście na bilard, koncert, jakiś masaż czekoladą, wyjście do jakiejś nietuzinkowej knajpy itp. Na tym polu jest milion pomysłów! W googlach jest bardzo dużo stron organizujących tego typu eventy, ale też możemy wpaść na coś sami! Bardzo mi się podobało jak opowiadał gdy podczas jednych świąt, jego starsza ciocia dostała „przeżycie” związane z byciem managerem małego, piwnicowego koncertu rockowego kapeli kogoś z rodziny i pomimo tego, że bardzo się stresowała, bawiła się świetnie! (Tomku, ewentualnie przepraszam Cię jeśli coś przekręciłam :) ) Dobra musi być „ale”, a więc: a co jeśli dana osoba nie znajdzie na to czasu? A może boimy się, że to zbyt ryzykowne? No to patrz jeszcze troszkę niżej:

  • RĘCZNIE ROBIONE

    Tutaj przypomina mi się wcześniejszy wpis na temat robionych ręcznie kartek świątecznych, serdecznie pozdrawiam autorkę ;) Jeśli myślałeś, że po skończeniu trzeciej klasy podstawówki laurki i kwiatki z papieru stały się „passé” – TO ŹLE! Prezenty robione ręcznie nie raz biją o głowę te kupowane. Przeglądając pinterest’a czy googla, możemy ponownie natknąć się na tysiące pomysłów. Ja osobiście najbardziej lubię takie „wyciskacze łez” czyli spersonalizowane prezenciory. Warto zebrać parę zdjęć, wrzucić do albumy albo ramki, dodać opisik i tadam! Jeszcze można jakiś fajny filmik skleić z daną osobą w roli głównej, napisać śmieszny, głupkowaty wierszyk no i mamy to! Ja kiedyś robiłam taki słoik, gdzie wrzuciłam 365 karteczek, to ze zdjęciem, to z cytatem, tekstem piosenki czy jakimś fajnym wspomnieniem na każdy dzień roku. Trzeba też na to poświęcić kubeł czasu, ale może warto na to niż na wałęsanie się po galerii? Efekt WOW gwarantowany... Czekacie na „ale”? No to siup do podsumowania poniżej:

Dobra, dobra, dobra, mogłabym jeszcze długo pisać o pomysłach i samym paradoksie prezentu, tylko myślę, że pewnie zajęłoby to znacznie więcej miejsca i czasu. Tak więc przejdę do ostatniej porady prezentowej w tym tekście. Myślę, że wszystkie prezenty są piękne, w taki czy inny sposób, ALE jeśli tylko możecie, przyjedźcie wcześniej do domu - pomóżcie myć okna i łupać orzechy do ciasta, zadzwońcie do starego znajomego - może dalej macie wspólne tematy do rozmów, dogadajcie się z rodziną na Skype’ie czy to na drugim końcu globu czy tylko po drugiej stronie województwa i pośpiewajcie razem kolędy albo „Last Kristmas” do kamerki. Bo niezależnie od tego czy lubimy karpia czy nie, wolimy światełka na choince białe czy kolorowe, jesteśmy blisko czy daleko, wierzymy w to czy tamto, to w tym czasie chodzi przede wszystkim o dawanie, a te naj, ale to najfajniejsze prezenty to takie, których nie można dotknąć.

Życzę wszystkim Wesołych Świąt, bez żadnych „ale”.

H.

Hania Kukułka
Absolutnie wiecznie zabiegana i nieumiejąca usiedzieć spokojnie na czterech literach amatorka dobrego piwa, gór i przygód pod różną postacią. W wolnych chwilach czasami, a to postudiuje, to popracuje jako architekt czy grafik.