12
Najważniejszym momentem jest zawsze teraźniejszość, najważniejszym człowiekiem jest zawsze ten, który stoi przed tobą, a koniecznym dobrem jest zawsze miłość.
Lew Tołstoj

Święta o zapachu igliwia i korzennych przypraw

Delikatne płatki leniwie wędrowały za oknem, pudrując świat śnieżnobiałym puchem. Wkoło rozchodził się zapach igliwia i korzennych przypraw, a kolorowe światełka tworzyły bajkowe arcydzieła w przydomowych ogródkach. Maria wyjrzała za okno. Zamiast unoszącego się śniegu, unosił się kurz po kolejnym gorącym grudniowym popołudniu, ulicę wypełniał zapach świeżo przyrządzonej paelli i tylko światełka i bombki rozwieszone tu i ówdzie na palmach i dracenach przypominały, że kolejne kanaryjskie Boże Narodzenie za pasem. Jako dziecko lubiła słuchać opowieści o choinkach, czerwonych od mrozu nosach i śnieżnych bałwanach, które nie wiedzieć czemu zawsze mają marchewkę na twarzy. Podobno na El Teide czasami pada śnieg. Ba! Zdarzają się nawet kilkumetrowe zaspy, przez które zamykane są kolejne drogi i zamiast jechać najkrótszą trasą przez kalderę do cioci w La Orotavie, trzeba pokonać trasę wzdłuż wybrzeża.

Kiedyś mała Maria marzyła o podróży na kontynent i zobaczeniu na własne oczy tych wszystkich cudowności, które znała tylko z opowieści i gazet. Z biegiem czasu marzenie nieco wyblakło i zostało zastąpione przez poczucie, że całe te święta to nic szczególnego, skoro ludzie przylatują tu, na Teneryfę, żeby wygrzać zmarznięte europejskie kości i uciec od bożonarodzeniowego szaleństwa. Swoją drogą, to szaleństwo zaczynało się, razem z turystami, zadomawiać również na Kanarach – dmuchane mikołaje i uliczni grajkowie śpiewający „Last Christmas” w przebraniu renifera pod palmami budzili w Marii pierwiastek mordercy. Z drugiej strony, byli oni nieocenioną kopalnią inspiracji fotograficznych, a Maria miała nieprawdopodobne oko do zatrzymywania wyjątkowych ułamków sekund na fotografii. Jej ostatni reportaż został nagrodzony w Europejskim konkursie młodych talentów. Gala rozdania nagród odbędzie się w pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia w Wiedniu, ale laureaci zostali zaproszeni do Austrii już 23 grudnia.

Maria odłożyła stary wycinek ze świątecznego wydania gazety i wróciła do niełatwego zadania zamykania walizki. W głowie powtarzała sobie plan podróży i intensywnego programu, jaki organizator przesłał niespełna dwa dni temu. Wszystkie spotkania i wernisaże wyglądały naprawdę ciekawie, tylko co to jest ten kulig?

Grudzień w Austrii okazał się jeszcze mniej łaskawy niż to sobie wyobrażała. Śnieg sypał tak intensywnie, że miała wrażenie, że zaraz wyrośnie jej marchewka zamiast nosa i jakieś dziecko nieopatrznie pomyli ją z bałwanem. Inni laureaci wydawali się zdecydowanie lepiej przygotowani na zimę. Na Marię pierwszy raz w życiu padał śnieg – najprawdziwszy, puszysty, chłodny śnieg. Mimo przemoczonej kurtki lekki uśmiech przebiegł przez jej twarz. Pierwszym punktem programu był jarmark bożonarodzeniowy. Między drewnianymi straganami ludzie kłębili się w poszukiwaniu ozdób i prezentów. Inni pozdrawiali się serdecznie, a najmłodsi z wielkim pożądaniem patrzyli na wielkie piernikowe serca, ciągnąc rodziców za kurtki. Zamiast „Last Christmas” z głośników rozbrzmiewały tutejsze kolędy i nawet mikołaje mieli jakiś inny, wyjątkowy wyraz twarzy. Czas jakby zatrzymał się w miejscu. Pierwszy raz od bardzo dawna Maria poczuła, że jest tu i teraz. Dziecięce marzenia i oczekiwania wybuchły w niej zupełnie niespodziewanie. Poczuła intensywną radość i spełnienie o zapachu igliwia i korzennych przypraw. A więc Święta istnieją naprawdę.

Katarzyna Preidl
Żeglarka, która nie boi się wzburzonych mórz mroźnej północy, ale ostatnio coraz częściej wybiera cieplejsze wody. Na co dzień realizuje się jako trener umiejętności miękkich. Miłośniczka Włoch i dobrej kuchni.